sobota, 08 listopada 2008
Komary.
 ja: komary mnie gryzły w nóżki. On: no nie.. kur... prawie przeklnąłem. Powiedz im, że absolutne prawo do gryzienia Cię w nóżki zastrzegam sobie ja! (...) On: chcesz zebym je zabił? Żebym zabił dla kobiety? Żeby tak wyglądała nasza przyszłość, żeby nasze dzieci żyły w takiej rodzinie? ja: ja tego nie powiedziałam, ale... one mnie gryzą w nóżki! On: zabije. (...) ja: wiesz co... to ja może lepiej zamknę okno? Sz: haha myślisz, że to pomoże? S: a nie.. ? On: haha nie wpadłaś na to wcześniej? czemu w ogóle z odkrytymi nóżkami śpisz? Ja: bo.. gorąco było. On: to przykręć kaloryfery I zamknij okno. Ja: ale ja tak nie lubie...chyba... tylko czemu ja tak nie lubie? (...) On: ojej, buziaczek, no juz cichutko.. ja: ale ja ostatnio... nawet nie wiesz jak ja ostatnio malutko pije. On: Malutka, ale ja w ogole nie pije! Ja: ja też ostatnio nie pije. On: ale ja nie pije W OGÓLE ja: no ja ostatnio też w ogóle... Głupieję przy Nim ;) Ale uwielbiam, gdy się ze mnie śmieje. Kolejne 40 min przez telefon znów zdawało się być pięcioma. Gdyby nie taki wynalazek jak zegarek, pewnie nie uwierzyłabym. Gdybym miała z Nim spędzić życie, zauważyłabym kiedy zsiwiałyby mi włosy? I ta krępująca, długa cisza, gdy spytałeś co to za facet. Nie cierpię kłamać i chciałam Ci powiedzieć o K, nie dlatego, że uważam, że powinnam, po prostu nie chciałam wkładać między nas jeszcze więcej fałszu. Ale musiałam, przepraszam, nie mogło mi to przejść przez usta. Tak jak tak wiele razy to, żebyś już nigdy do mnie nie dzwonił. To mi chyba wybaczysz, prawda? Ja: Mógłbyś tu być. On: (...) przed świętami już nic nie wykombinuję, ale po świętach, coś zmienię i przylecę. (...) tak bardzo chciałbym. Przyrywało połączenie. Naprawdę to powiedziałeś? Tak po prostu?
poniedziałek, 03 listopada 2008
Cuddle with me.
Chciałam napisać dziś dużo... ale tak wiele rzeczy dzisiaj chciałam.
Położę się spać, to jedyne na co mnie teraz stać. Wstyd mi za ten dziesiejszy dzień. No, za pół. Ale wciąż wstyd. I za wczorajszy. Wczorajszy też. Dzwonił K., nie wiedzieliśmy się, bo leży chory w łóżku. I nie widzieliśmy się, bo nie chciałam go dzisiaj widzieć. Że zachorował.. Nie życzyłam mu tego, naprawdę. Brakowało mi dziś rozmowy z Tobą. Tak, tej od której wczoraj chciałam uciec. Kiss my eyes. Lay me to sleep. Cuddle with me.
Tygyskowo, stumilowo.
(z wczoraj...)
Co mi dzisiaj w główce siedzi?
Wczorajszy wieczór, wczorajsza noc, dziesiejszy poranek. K. Spał u mnie pierwszy raz. Nie mówię o nim dużo, nie piszę wiele, ale jakby nie było, on przecież jest. I jest częścią mego życia, choć tak mało go w tej emocjonalnej części mnie.
Piliśmy wódkę. Głowa bolała mnie rano jak cholera.
I rozmawialiśmy, jak to przy wódce. Po raz pierwszy tak wiele. Nie było wcale źle, chyba. W ten sposób, że tak, mieliśmy o czym rozmawiać i nie ukrywam, że lekko mnie to zaskoczyło. Szkoda tylko, że nie było w tej rozmowie nic, co chciałabym pamiętać i myślę, że to nie z winy wódki pamiętam tak niewiele.
Wbiło mi się w pamięć tylko Miłości nie ma. I tu, minus (nie pierwszy) dla niego, bo nie mówi się tak ślepo-w-Miłość-wierzącej-kobiecie, to coś co takie kobiety mocniej trzyma przy życiu. I plus, bo to dobrze wiedzieć, że w każdej chwili bez łezki w oczach mogę mu powiedzieć “dowidzenia”.
Bzykaliśmy się, chyba długo. Pierwszy raz używam oficjalnie w odniesieniu do siebie tego słowa. Ale “Kochanie się” zostawiam tylko i wyłącznie, póki co, dla Sz. Kiedyś tam, w odległej przyszłości. Zresztą, nie mogłabym tego chyba inaczej określić, czysto fizyczne, zwierzęce, bez żadnych zahamowań, bo i dlaczego - takie to było. Doszedł dwa razy, ja nie czuję po alkoholu tej aury seksu, tak jak na trzeźwo.
Rano, zostawił mi na ustach buziaka i wyszedł, zostawiając pół-śpiąca. I dobrze, miałam ochotę pospać sama.
Pierwszy raz jestem wobec kogoś taka… bezuczuciowa. Myślę, że nie jestem taką suką, jaką próbuję z siebie pisząc to wszystko zrobić. To jakiś etap w moim życiu, który niedługo minie i z którego wyciągnę, mam nadzieję jakieś pozytywne wnioski. Czasem trzeba poznać kogoś z innej bajki i zobaczyć siebie przy nim, żeby potem wybrać naprawdę dobrze. I wtedy już będzie tylko tygryskowo, stumilowo, fajnie.
Nie bój się bać.
Tak na dzień dobry wieczór. To będzie pierwsze od dawien-dawna miejsce dla moich myśli. Chyba potrzebuję trochę cofnąć się w czasie, żeby jakoś iść przed siebie, w przyszłość. Tym razem poskładanie, nie na wpół-ślepo, wreszcie. Powolutku zdaję sobie sprawę, że nie oglądałam się za siebie, nie zaglądałam w siebie od tak dawna i chyba, chyba napewno bałam się tego, co mogę zobaczyc.
I tak.. zacznę chyba zerkać głębiej, dalej, na razie ostrożnie.
Co wcale nie znaczy, niestety, że nie boję sie już bać.
|
|